Saturday, 20 December 2014

Być zielonym…

Być zielonym to bynajmniej nie znaczy bycia zielonym ludzikiem z odległej planety i też nie mieszkańcem ziemskiej zielonej wyspy jaką niewątpliwie jest Irlandia. We współczesnym świecie bycie zielonym oznacza bycie świadomym ekologii. Osobiście do tych bardziej zielonych się nie zaliczam a to pewnie z racji tego, że palę jak lokomotywa i zatruwam tym życie i swoje i innych, jednak ostatnio zaczynają do mnie docierać te ekologiczne apele.

Statystyczny mieszkaniec ziemi brudzi, smrodzi i otacza się przeróżnymi rzeczami, by mu się żyło lepiej, czytaj wygodniej. Liczy się zwykle tu i teraz no może zahaczając o przyszłość dzieci i w skrajnych przypadkach wnucząt. Niestety niewielki jest procent tych, którzy owszem wykonują te same czynności na ziemi, jednak ich ziemska świadomość wybiega dalej naprzód. To właśnie są ekolodzy i ludzie zieloni. Starają się oni w codziennym życiu ograniczać zużywanie przedmiotów, które w ten czy inny sposób degradują naszą planetę. Lodówki, zamrażarki- oczywiście nie dosłownie ale przez zawartość freonu, i także zwykłe dezodoranty czy plastikowe torby to tylko te najbardziej znane przyrządy „mordercy” naszej uroczej wciąż ziemi. Nie będę przytaczać żadnych liczb, bo aby uświadomić sobie problem nie potrzeba nam danych. Wystarczy spojrzeć na siebie. Policzyć ile rocznie zużywa się na przykład dezodorantów, potem pomnożyć to przez liczbę pachnących sąsiadów i potem przez znajomych z facebooka i wychodzi nam jakiś milion milionów. I każde takie niewinne psiknięcie sobie pod zaśmierdłą czasem pachę wypuszcza do atmosfery drobinki freonu, który jej bezapelacyjnie szkodzi. Każdy z nas doskonale zdaje sobie sprawę, że taka plastikowa torba na zakupy potrzebuje kilku tysięcy lat by rozłożyć się na łące i zamienić w nie szkodliwe nic. Nie zamierzam tu bawić się w demagogię, bo sama codziennie zatruwam mój własny domek- czyli ziemię. Mam jednak nadzieję, że chociaż na chwilę i w was i we mnie zazieleni się na trochę. Problem tkwi w szczególe…

A tym szczegółem jest niewątpliwie powszechne twierdzenie, że przecież ja nie uratuję całej planety, że to wielkie koncerny smrodzą, i że jak się nie popsikam raz czy dwa to ten obok się pryśnie dziesięć razy więcej by choćby mnie nie musieć wąchać. Bla bla bla. Też tak czasem mam i też tak czasem myślę ale chyba pora z tym skończyć. 

Bo kto inny jak nie my powinniśmy chociażby dla poprawy sumienia pokusić się o małe co nieco dla planety. I to, że następnym razem zamiast szałowego dezodorantu kupię sobie uroczą buteleczkę z perfumami może nie zmieni biegu ekologicznej historii planety ale może zmienić coś we mnie- zacznę się zielenić i to nie ze starości tylko z kiełkującej ekologicznej świadomości.