Saturday, 1 November 2014

Moje drugie życie…

Większość z nas prowadzi tak zwane podwójne życie. Nie chodzi mi bynajmniej o seryjnych morderców w stylu Dextera ukrywających swoje mroczne tajemnice za fasadą przykładnego ojca czy policjanta. Mam tu raczej na myśli podwójną twarz, którą prawdopodobnie posiada każdy z nas. Pamiętam jeszcze z podstawówki jak pisał o tym Witold Gombrowicz. Tym, którzy nie pamiętają przypominam, że autor ( słusznie zresztą) twierdził, że każdy człowiek posiada wiele twarzy tzw. masek, które zakłada w zależności od sytuacji. Tak na przykład pogodny sprzedawca ryb, cierpliwy w stosunku do klientów wracając do domu zakłada maskę tyrana i terroryzuje dzieci- krzyczy na nie, każe im ciągle odrabiać lekcje itp. Lub odwrotnie – strażniczka w więzieniu, która w pewien okrutny sposób musi rozmawiać z więźniami- wraca po pracy do domu i czule szepcząc słodkie słówka mężowi do ucha, usypia wtulona w męża i kocyk z dzieciństwa. 

Tak to już jest stworzony ten świat, że w gruncie rzeczy wygląda jak jedna wielka scena lub plan filmowy, którego aktorami jesteśmy właśnie my- ludzie. Czy to z powodów praktycznych czy też z bardziej osobistych, każdego dnia gramy kilka ról. W pracy jesteśmy tacy a znów inni w domu. Tak już po prostu jest i tyle. Gramy role większe i mniejsze, te bardziej skomplikowane i te zupełnie łatwe-codzienne.

Podzielę się z wami moimi dwiema rolami, które gram od dość dawna i dziwnym trafem nigdy nie nachodzą one na siebie.

Poznajcie Martę w pracy. Grzeczna dziewczynka, zwykle uśmiechnięta, mówiąca dziękuję i proszę prawie bez słowa sprzeciwu wykonująca rozkazy wszechobecnych szefów. Zawsze w kompletnym roboczym ubraniu z draśniętym zębem czasu imieniem na piersi. Niby nic dziwnego ale wiele razy ta Marta- pracownica zaciska zęby ze zdenerwowania i z uśmiechem na twarzy pokazuje klientowi, gdzie jest masło. 

Po takim oto idealnym dniu Marta wraca do domu, zrzuca robocze ubranie, imię odpina, wkłada do szuflady, zakłada stare trampki, bierze aparat i rusza w miasto- i zaczyna się zupełnie inny film. I niby z tą samą aktorką a jednak z zupełnie inną osobą…

Wędrując tak ulicami Roscommon, Marta- fotograf, podglądacz czy łapacz chwil, staje się kompletnie inna osobą. Myśli, obserwuje, wyczekuje i bynajmniej się nie uśmiecha. Ukrywa się za obiektywem aparatu by ustrzelić coś ciekawego. Kombinuje, planuje- sama sobie jest szefem i nigdy nikogo nie słucha. Może to jej sposób na odreagowanie po całym dniu w przyciasnawej masce pracownika marketu, a może po prostu taka jest?

Jeśli już przeanalizowaliście role jakie pełnicie w waszym życiu, na pewno tak jak i ja doszliście do wniosku, że trudno stwierdzić, która z tych nakładanych masek jest bardziej prawdziwa a która mniej. Jedno jest pewne, że w każdej z tych ról jest jakaś odrobina prawdy- prawdy o samych nas. Czyli wynika z tego, że tworząc niby jednego człowieka, jedna całość składamy się w rzeczywistości z kilku może nawet kilkudziesięciu osobowości. 

Pocieszające w tym zasmarkanym życiu jest to, że nie łatwo nas zwolnić z tych ról a im więcej ich będziemy mieli tym mocniej zaznaczymy swą obecność na planecie zwanej dalej ziemia.

P.S Pozwolę sobie na małą prywatę i zapraszam na moją stronę: www.martakaminska.weebly.com