Thursday, 31 July 2014

Czerwony nocniczek…

Ostatniej niedzieli bardzo płakałam. Oj bardzo, bardzo. Ogromne łzy ciekły mi po twarzy i nie mogłam się z nimi w żaden sposób uporać. Nie bójcie się, nic złego się nie stało. Ja tylko otworzyłam niechcący internetową skrzynkę a w niej był mail od mojego kuzyna z polski. Wiadomość nosiła tytuł „ bezcenne”, więc początkowo myślałam, że to jakiś spam. Ale jak to mi się ostatnio często zdarza myliłam się i to bardzo. Mój kuzyn Paweł, którego teraz wypada serdecznie pozdrowić ( wiem, że raczej jest mało prawdopodobne, że Roscommon People wpadnie mu w ręce jednak sumienie nakazuje pozdrowić!) wysłał mi serię starych ( bardzo, bardzo starych) slajdów. Były to fotografie, które w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia wykonał jego ojciec Roman, którego też pozdrawiam, a co mi tam! ( niestety nie znam modelu aparatu, ale jakaś zorka 5, lub zenit czyli radziecki wynalazek). I właśnie oglądając te zdjęcia bardzo się popłakałam…

To było dziwne uczucie. Były tam fotografie moich rodziców jeszcze sprzed mojego urodzenia. Pierwsza moja reakcja to „ O kurcze, oni byli kiedyś młodzi!” Tato w długich włosach, mama z nienaganną cerą i w krótkiej seksownej sukieneczce! No i jeszcze babcie takie mniej siwe i w ogóle nie zmęczone! Później było jeszcze lepiej. Trafiłam na serię „ Pierwszy rok z życia małej Martusi”. I w tym momencie zaczęły się łzy i wielkie oczy ze zdziwienia. Ja tych zdjęć nie pamiętam! To moja pierwsza reakcja, niestety dość głupia, bo przecież nikt raczej nie pamięta pierwszych chwil swojego życia. Jednak było to bardzo dziwne patrzeć na siebie taką obcą. Czy ta mała dziewczynka na nocniku to na pewno ja? I jak to jest możliwe, że stajemy się z wiekiem kimś innym? Że możemy patrzeć na zdjęcia i zastanawiać się czy to naprawdę my na nich jesteśmy? 

Kiedy opadły pierwsze emocje i kiedy doszło do mnie, że to jestem ja i ci piękni dwudziestolatkowie to moja rodzina i że potem ten potworek o wielkich uszach to moja siostra, zaczęłam rozpoznawać przedmioty ze zdjęć. Niestety nocnika nie pamiętam, choć znając moją babcię to pewnie gdzieś go chomikuje do tej pory. Ale poznałam małą czerwoną laleczkę. Nie pamiętam dokładnie od kogo ją dostałam i nie przypominam sobie momentów jak się nią bawię, ale wiem, że ją kiedyś miałam!

I potem już wiedziałam, że to ja na tych zdjęciach. Otarłam łzy i zastanowiłam się nad tym wszystkim chwilę. Bo przecież teraz ja, taka starsza i mój chłopak i moja siostra mama dwójki dzieci tworzymy nową historię, która za kolejne trzydzieści lat będzie dla kogoś starym slajdem. Życzę sobie tego bardzo, więc nie marnując czasu zabieram się za katalogowanie rodzinnych fotografii. Bo niby czasy lepsze bo każdy ma super aparat i trzaska foty gdzie popadnie to przez te komputery często zdjęcia lubią się gubić. A jak się właśnie tej niedzieli przekonałam, dzięki starym zdjęciom można się o sobie czegoś dowiedzieć- choćby tego, że się było szczęśliwym posiadaczem czerwonego nocnika!