Wednesday, 30 July 2014

Witamw 2011!

No i stało się. Aż trudno uwierzyć, że to już wkroczyliśmy w drugą dekadę XXI wieku! Ale zanim w pełni zadomowimy się w nowym roku i na stałe zakodujemy sobie w głowach, że to już 2011, należałoby powspominać rok miniony.

Nie mam zamiaru rozpisywać się tutaj na tematy, które są wszystkim ogólnie znane z prasy czy telewizji. Niewątpliwie był to niezwykle smutny rok pod względem ekonomicznym i gospodarczym. Jednak każdy z nas został do syta nakarmiony informacjami na ten temat, więc nie ma sensu do tego wracać

Wydaje mi się, że jednym z najdziwniejszych wydarzeń minionego roku dla mieszkańców Roscommon i okolic była okropna zima, która zjawiła się jak grom z jasnego nieba i sparaliżowała region. Ależ to był dziwny i jakiś taki nienormalny czas. Z jednej strony rury pękały i woda się lała gdzie popadło a z drugiej większość mieszkańców pozbawiona była wody! Z jednej strony dzieciaki miały frajdę: lepiły bałwany, rzucały się śnieżkami- cieszyły się śniegiem, z drugiej część ludzi utknęła w swoich zasypanych domach z utęsknieniem wypatrując wiosny. 

Siedząc w te mroźne dni w oklejonym soplami mieszkaniu, obserwując z niepokojem by woda z toalety nie wdarła się do innych pomieszczeń, przeglądałam różne portale internetowe, na których ludzie z różnych stron świata opisywali jak to mieszkańcy Irlandii nie potrafią sobie z zimą poradzić. I wiecie co aż mi ręce opadały. Bo niby co? W ciągu doby od pojawienia się mrozów mieliśmy przebudowywać domy? Albo przenosić te bardziej oddalone od miast, by łatwiej było się do nich dostać? Nonsens. Kiedy mieszkałam w Polsce to tam można było co roku z pewnym uśmieszkiem na twarzy wypisywać, że zima zaskoczyła znów kierowców. W Polsce chyba od czasów powstania państwa co roku jest zima podobnych rozmiarów, więc nikogo nie powinna dziwić. Inaczej w Irlandii, kraju który nie bez powodu nazywa się zieloną wyspą. Nie wiem jak bywało wcześniej, ale mieszkając tu pięć lat nie spotkałam się z taką pogodą. A tak na marginesie to ciekawe co robiły ptaki w tym czasie? Bo pająki to wszystkie wymarzły- widziałam kilka zahibernowanych na swoim parapecie.

Jedno jest pewne egzamin z mroźnej zimy za nami. Czy i jak kto zdał okaże się pewnie wiosną. Jedno jest tylko pewne, że żaden mieszkaniec ziolono-białej wyspy nie zanuci w przyszłym roku „I dreaming of a white christmas…”. A i ja muszę się następnym razem klepnąć w głowę zanim zatęsknię za białymi świętami. Bo jedno co mi pozostało po tym 2010 i po tej super zimie to przeświadczenie, że wole mieszkać na zielonej wyspie a białą widzieć ją tylko w marzeniach. I teraz już rozumiem doskonale powiedzenie, że trzeba uważać o czym się marzy, bo to się jeszcze spełni. Więc tego życzę wszystkim w nowym roku- przemyślanych marzeń! A nóż okaże się, że jakoś tak dziwnym trafem w tym 2011 wszystkie zaczną się hurtowo spełniać!