Sunday, 26 October 2014

Święta w Roscommon…

W ostatnią niedzielę w Roscommon święty mikołaj oficjalnie rozpoczął okres świąteczny zapalając lampki na choince. Stojąc w tłumie ludzi, słuchając kolęd łatwo można było podchwycić świąteczny nastrój. I przyznaje, że mnie też jakoś tak się w duszy fajnie zrobiło. I żeby tego było mało, kiedy wracałam do domu widziałam po raz drugi w życiu spadającą gwiazdę. Jest taki przesąd, że gdy się ja zobaczy to należy szybko pomyśleć sobie jakieś życzenie. Tak też zrobiłam, ale nie powiem jakie, bo podobno wtedy się nie spełni. W każdym bądź razie zbliżające się święta będą moimi czwartymi w Roscommon. I właśnie sobie uświadomiłam, że będąc małą dziewczynką marzyłam o świętach w takim miejscu…

Dawno temu, gdzieś w Polsce mała Martusia dostała od mikołaja wielkie puzzle. Na obrazku widniało jakieś urocze zaśnieżone miasteczko. Małe kolorowe domki, z małymi różnokolorowymi drzwiczkami. I wtedy myślałam, że takie miejsca istnieją tylko w bajkach. Właśnie dziś uświadomiłam sobie, że to miasteczko bardzo przypomina Roscommon. 

Kiedy grudniowym wieczorem, zwłaszcza teraz, gdy niebo obdarzyło nas choć odrobiną śniegu, przechadzam się ulicami miasteczka czuje się jak bohaterka bajek  z dzieciństwa. A jakie bajki pamiętam?

Na pewno w głowie zapadła mi na zawsze opowieść Andersena o dziewczynce z zapałkami. Pośród tłumu zabieganych, robiących świąteczne zakupy ludzi stała biedna dziewczynka, która zmarzniętymi rączkami zachęcała ludzi do kupna zapałek. I to też można zobaczyć w Roscommon. Może nie dosłownie dzieci sprzedające zapałki, ale na pewno ulicznego grajka przygrywającego skoczne świąteczne piosenki, bądź też chór szkolny zbierający pieniądze na jakiś szczytny cel.

Kolejna opowieść, która kojarzy mi się z Roscommon to opowieść wigilijna Dickensa. Szczególnie w pamięci zapadła mi scena, gdy szef nie chciał wypuścić pracownika do domu w dzień świąteczny. Tak to też czasem zdarza się w Roscommon, gdzie wciąż mieszka dużo Polaków, dla których najważniejszym dniem jest wigilia Bożego Narodzenia a nierzadko muszą w ten wieczór pracować. 

Jednak mimo wszystko święta w Roscommon są dla mnie co roku bajeczne. Ludzie mijają się na ulicy składając sobie życzenia. Wszyscy są jacyś tacy milsi i lepsi. I za to właśnie chciałabym podziękować temu miasteczku. Bo co roku jest mi bardzo żal, że nie mogę spędzić tych świat z najbliższą rodziną, która jest daleko w Polsce i fakt, że Roscommon w tym czasie jest takie bajkowe pomaga mi walczyć z tęsknotą.