Wednesday, 3 September 2014

Jupi ja jej!!!

Ostatnio w pracy miałam kurs pierwszej pomocy i z niego to właśnie dowiedziałam się, że główną przyczyną większości chorób sercowych jest, nie co innego jak stres. Aby zminimalizować szansę na poważną chorobę należałoby unikać stresu jak ognia. Jednak nie jest z tym tak prosto. Denerwujemy się co najmniej kilka razy dziennie i to z różnych powodów. Więc w jaki sposób współczesnym świecie żyjąc w stresującym środowisku może zminimalizować ów stres? Najprostsza odpowiedź jaka od razu nasunęła mi się do głowy to po prostu zmienić to środowisko. Każdy jednak wie, że to raczej niemożliwe, lub chociaż mało prawdopodobne. Więc w takim razie jak, żyjąc tu i teraz możemy pomóc naszemu sercu? Ja proponuję metodę, którą w skrócie nazywam jupi ja jej.

Zastanówmy się najpierw gdzie jesteśmy najbardziej narażeni na stres? Oczywiście w pracy. Człowiek połowę życia w niej spędza i w większości przypadkach nie ma większego wpływu na to co się w niej dzieje. Jeśli więc nie możemy zmienić otoczenia zostawmy je lepiej w spokoju. Z autopsji wiem, że wszelkie próby wprowadzenia jakichkolwiek zmian kończą się zazwyczaj jeszcze większym stresem niż uprzednio. Jedno co możemy zrobić w takiej sytuacji to zmienić naszą reakcję. Proste ale skuteczne. Testowane przeze mnie codziennie po kilka razy. Gdy tak się zdarzy, że niezależnie ode mnie jakaś sytuacja mnie zdenerwuje, zanim otworzę szerzej usta by coś powiedzieć w głowie huczy mi wesołe jupi ja jej. Nie mam pojęcia co to wyrażenie znaczy, najpewniej nic, jednak absurdalność tych słów od razu wywołuje uśmiech na mojej twarzy. I potem staję się łagodniejsza, serce wolniej bije i ze stoickim spokojem mogę odpierać ataki, lub kiwać potakująco głową.

Oczywiście metoda ta nie sprawdza się we wszystkich stresujących sytuacjach. Raczej nie wyobrażam sobie, że ktoś dowiedziawszy się, że ma raka i że zostało mu kilka miesięcy życia podśpiewuje w myślach jupi ja jej. Sposób ów ze względu na dziwaczność i błahość dotyczy właśnie błahych spraw. Niby nijakich jednak mających ogromne konsekwencje jeśli chodzi o nasze zdrowie. Bo tak na chłopski rozum świat nie będzie lepszy jeśli na niedobre, okropne rzeczy będziemy reagować wybuchem złości i stresem. 

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że istnieje wiele metod minimalizujących stres. Jest nią na przykład znany od zarania dziejów seks. Chyba jednak nie muszę pisać jak się do tego zabrać. Faktem jednak jest, że wyzwalane w ten sposób napięcie rewelacyjnie wpływa praktycznie na wszystko ( oczywiście po ukończeniu osiemnastego roku życia, bo im wcześniej tym więcej stresu). Jednak uciążliwość stosowania tej metody w miejscach publicznych skłania mnie jednak do polecania tego pierwszego sposobu. 

Nie pozostaje nam nic innego jak wstać rano, krzyknąć ze trzy razy jupi ja jej i omijać stres wielkim kołem. Bo to nawet nie o to chodzi, że serce mamy jedno, tylko o to, że bez niego nie da się żyć. Choć muszę przyznać, że znam kilka osób, które chyba serc nie posiadają… ale to już zupełnie inna historia jupi ja jej!