Thursday, 2 October 2014

Jest już…

Jest już jesień. Ale o tym nawet pisać nie trzeba, bo odczuć się ten fakt da dosadnie. Wieje z prawej, z lewej i prosto w twarz. Gdy dodamy do tego zimny deszcz i wszechobecne chmurzyska – scena jak z horroru. I w tych właśnie okolicznościach przyrody powinnam dziś napisać o tym jak to jest smutno jesienią i jak to mi się nic nie chce i jaką to znów mam depresję. Jednak postanowiłam inaczej. W ten jesienny, ponury wieczór pomyślałam o miłości…

Co to miłość i  czym się ją je nie trzeba nikomu tłumaczyć. Każdy coś lub kogoś kocha. I właśnie w tym miejscu muszę napisać, że mamy do czynienia z różnymi rodzajami miłości. Jedne są oczywiste, inne dziwne, niektóre zabawne i są też te przerażające. Ale o tych ostatnich, nie będę pisać, bo sama się boję co by z tego mogło wyjść.

Pierwszy rodzaj miłości o której chcę wspomnieć odwiedził mnie dziś rano. Oglądałam telewizję i ktoś stwierdził, że kocha swoja pracę. Najpierw zrobiło mi się żal tego człowieka- biedny, pewnie samotny jakiś, jeśli to, co kocha to jego robota- pomyślałam. Potem zaczęłam mu zazdrościć. Bo się okazało, że można kochać swoją pracę, pod warunkiem, że jest ona pasją. Ostatnio moja pasja stało się namiętne oglądanie telewizji i pożeranie czekolady- kocham to! Jednak wątpię, że ktoś byłby w stanie mi za to zapłacić. Niewątpliwie faktem jest, że niektórzy kochają swoją pracę. A co to może oznaczać? Chyba jest tak jak z miłością do drugiego człowieka- lubią to co robią, poświęcają się bezinteresownie i tęsknią gdy jej brak. 

Na drodze mojego życia spotkałam wiele osób, które dumnie głosiły, że kochają zwierzęta. Też kiedyś uważałam się za wielką ich miłośniczkę. Jednak nie mam obecnie żadnego zwierzaka w domu ( nie licząc pająków i od czasu do czasu małej muszki). Więc czy to, że nie kopię psów na ulicy czyni ze mnie miłośnika zwierząt? Czy mogę powiedzieć, że kocham zwierzęta, bo na widok szczeniaka miękną mi kolana? No tak jakoś nie bardzo. Jednak znam ludzi, którzy z ręka na sercu i ze łzami w oczach wyznają szczerze, że naprawdę kochają zwierzęta. I ja im wierzę. Zazwyczaj ich dom pełen jest przedziwnych stworzeń a na widok bezpańskiego psa biegną do sklepu po karmę dla niego. I to właśnie jest ta miłość. Opieka, zaangażowanie i radość z obcowania.

Niestety brak mi miejsca na dalsze wywody. Bo kochać można naprawdę wiele rzeczy. Jednak nic nie zastąpi miłości drugiego człowieka. Bo to właśnie tak jesienią jest najbardziej potrzebna. Gdy wieczór tak szybko zapada miło jest wrócić do domu, gdzie ktoś czeka. Czasem o nic nie pyta, tylko ucałuje w czółko, bo wie, że to nic innego jak jesienna deprecha a na nią tylko jeden jest sposób- jak już wiele razy pisałam- przeczekać i przetrwać do wiosny.