Friday, 18 April 2014

Love, love, love…

Chyba nie ma na świecie osoby, która by nie była zakochana,nie jest zakochana bądź dopiero marzy o wielkiej miłości. Jak to brzmią słowa znanej piosenki „ miłość unosi się w powietrzu!” Tylko gdzie?

Rozglądam się naokoło i widzę pięknego młodego chłopca pożerającego kubełek frytek. Czy to miłość? Może kocha jeść albo obżera się tak po stracie ukochanej. Patrzę dalej. Widzę rozbiegane Roscommon i jakoś nie ma to nic wspólnego z unoszącą się miłością w powietrzu. Na pierwszy rzut oka, bo gdy się uważniej przyjrzeć uczucia aż kipią. 

Jako przykład pozwolę sobie przytoczyć taki obrazek. Mianowicie siedzę sobie w pracy na kasie. Mechanicznie przez moje ręce przelatują ziemniaki, fasola. I nagle podchodzi do mnie para starszych ludzi. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że podchodząc kurczowo trzymają się za ręce. Hm. Urzekający obrazek. To właśnie jest ta powietrzna miłość. Zastanowiłam się chwile i już wiem. Miłość to wcale nie jest podskakująca para, patrząca sobie głęboko w oczy, kupująca świeczki zapachowe, czerwone róże i prezerwatywy. Więc jeśli nie to, to co?

To właśnie takie małe gesty. Staruszkowie powiązani na wieki rekami, tatuś pchający wózek z bliźniakami podczas, gdy mamusia walczy z wózkiem pełnym zakupów. To para nowożeńców martwiąca się gdzie usadzić gości weselnych, i spracowany rolnik upychający w wozie niegrzeczne owce, myślący o ciepłym obiedzie jaki czeka na niego w domu. Ktoś może zapytać: a gdzie podział się romantyzm? Czy umarł? 

Ależ skąd. Myślę, że romantyzm to wymysł taki,  czysto abstrakcyjny. Takie coś, co niby istnieje ale trudno określić czym właściwie jest. Bo dla jednych to męska pomoc przy obieraniu ziemniaków a dla innych to kwiaty bez okazji. Jednak znam takie kobitki, które kichają na widok czerwonych róż i krzywią się, gdy facet wścibia swój nos do kuchni. 

Właściwie jest tak, że fajnie się romantyzm ogląda na przykład w kinie. Wiele razy zdarzało mi się uronić łzę widząc zakochaną parę. Gdy widzę na przykład bohaterów filmu „ Co się wydarzyło w Medison County” to aż mi się serce ściska. I co potem? Wraca kobita po takim filmie do domu i tam zastaje faceta w samych majtorach i starych kapciach, oglądającego powtórki meczowe. Można się załamać, może ręce opadają a może to właśnie taki domowy romantyczny amant, którego sposobem na okazywanie uczuć jest właśnie naturalizm. 

Ostatnio miałam urodziny i mój ukochany chciał mnie zabrać na romantyczną kolację. A co to właściwie znaczy? To, że nie będę musiała gotować a potem zmywać? To, że zamówię coś i nie będzie mi smakować? Albo rozboli mnie nagle głowa i będę musiała udawać, że wszystko jest ok, żeby tylko nie zepsuć romantycznej kolacji, i zamiast powiedzieć, że chce mi się siku zmuszona będę wyszeptać seksownie, że idę poprawić makijaż. Nie dałam się namówić. Zamiast tego skoczyliśmy po kubełek pieczonych kurczaków i przeogromną ilość frytek, smażonych na głębokim tłuszczu. I powiem, że było to niezwykle romantyczne. Bo było takie po naszemu. I gdy po tym obżarstwie zerkałam na niego zza mojej ksiązki jak gra w tą swoją ulubiona grę komputerową wiedziałam, że go bardzo kocham.

Tak to właśnie wygląda. Miłość jest w powietrzu tylko, że tkwi w szczegółach. W rękach staruszków, w naszych dzieciach i kubełku kurczaków.