Thursday, 24 July 2014

A ja będę…

Kiedy byłam małą dziewczynką moim marzeniem było pracować w kwiaciarni. Było tak pewnie dlatego, że na imieniny mojego taty co roku przybywało dużo gości i każdy z nich miał w ręku garść kwiatów. Razem z siostrą odpowiadałyśmy za umieszczenie kwiatów w wazonach i odpowiednią domową ekspozycję. Uwielbiałam to. I często sobie wyobrażałam, że jestem właścicielką takiej kwiaciarni- pełnej cudownie pachnących roślin. Na tym koniec, nigdy później nie wracałam do tego dziecięcego marzenia. I nawet wybierając późniejsze szkoły przez myśl mi nie przeszło, by studiować „kwiatologię” czy coś takiego.

Wynika stąd, że dzieci marzą o zawodach o których coś słyszały lub coś widziały. Pamiętam moją koleżankę z podstawówki, która po obejrzeniu filmu „Dynastia” głosiła wszem i wobec, że w przyszłości chce być bogata. Znów mój ławkowy kolega, obdarzony bujną fantazją, twierdził, że jego dziadek to Walt Disney i że w przyszłości zostanie aktorem i będzie grał u boku myszki Miki i kaczora Donalda. Nie wiem co obecnie dzieje się z moimi szkolnymi znajomymi. Wiem jednak na pewno, że ja nie zostałam właścicielką sklepu z kwiatami.

Kiedy jesteśmy dziećmi nasze marzenia są proste. Obserwując świat dorosłych traktujemy ich zawody jako coś wspaniałego i marzymy, by być tacy jak oni. To fajny czas bo za marzenia się nie płaci. Później życie weryfikuje nasze pragnienia. Okazuje się, że nie jest łatwo robić to co się chce. I nawet mając dziewiętnaście lat, gdy wybieramy kierunek studiów nie do końca zdajemy sobie sprawę, że niekoniecznie wybieramy nasz życiowy zawód. Oczywiście zdarzają się ludzie, którzy konsekwentnie realizują marzenia z dzieciństwa. Jednak częściej o tym czym się zawodowo zajmujemy decyduje przypadek.

I tak też było u mnie. No bo po czterech latach pracy w jednej firmie chyba czas powiedzieć, że to mój zawód. I tak z czystego przypadku stałam się zawodowym pracownikiem supermarketu. Niestety wyszło tak, że kompletnie nie używam w mojej pracy wcześniej wyuczonych zdolności- bo jakoś klienci nie chcą wysłuchiwać wykładów o historii kinematografii, wolą wiedzieć, gdzie w sklepie leżą banany. Czy mi to przeszkadza? Czasem tak. Raz na jakiś czas ambicja odzywa się z wielką siłą i wyje, że przecież miało być inaczej. Jednak szybko spadam na ziemię. Przecież nikt nie zmusza mnie bym robiła to co robię. To tylko moja decyzja i chyba to lubię. W pracy jestem kimś zupełnie innym. Gram rolę kasjerki czy układacza towaru, po to by później przeobrazić się w felietonistkę czy fotografa. I to mi pasuje. 

Tak więc okazuje się, że marzenia z dzieciństwa nie są wcale takie groźne. Więc jeśli wasze dzieci marzą o czymś dziwnym- nie szkodzi. Życie samo zweryfikuje te często absurdalne fantazje i każdy z czasem znajdzie swoje miejsce na ziemi.