Thursday, 24 April 2014

Za krótki nos.

Tak się właśnie zastanawiam z czym teraz kojarzy mi się Irlandia? No bo kiedyś było tak, że myśląc o wyspie przed oczami jawił mi się Oscar Wilde a w tle śpiewał Bono. Jednak po kilku latach spędzonych w Roscommon moje skojarzenia uległy pewnym zmianom. Pewnie dlatego, że U2 jeszcze nie zagrało koncertu w roscomońskim parku, a Oscar Wilde już raczej na pewno nic o tym mieście nie napisze. 

I tak sobie myślałam i myślałam i doszłam do wniosku, że Irlandia zaczęła mi się głównie kojarzyć z festiwalem owiec, paradą w dniu Patryka i z Dunnes Stores shop. Straszne to. Nie wychylając nosa poza pracę, zamek i codzienne przyjemności straciłam gdzieś fascynację tym co irlandzkie. Aż tu nagle wpadła mi w ręce pewna płyta: Irlandzkie talenty filmowe. Wybór filmów krótkometrażowych.

Przyznam, że nie znałam Irlandczyków od tej strony i mile się zaskoczyłam. Mówiąc ogólnie: twórcy w fantastyczny sposób, wykorzystując to co tak typowe dla Irlandii, opowiadają małe historie z wielkim sensem. 

W etiudzie trwającej zaledwie cztery minuty Pt. „Pump Action”  twórca przedstawia bohatera, który za pomocą irlandzkiego tańca spokojnie może zastąpić maszynę złomująca samochody. Przy tym scenka zrobiona jest w mistrzowski sposób: dobry rytm ujęć, szybki, zgrabny montaż i do tego nie byle jakie efekty specjalne. Ale to jeszcze nic. W kolejnym filmiku irlandzki rolnik, gdzieś tam w głębokiej Irlandii, na pustym irlandzkim polu wykopuje z ziemi dziwne urządzenie. Szybko orientuje się jak ono działa- za pomocą przełącznika może zmieniać dzień w noc. I co robi bohater? Zaczyna się tym bawić, tańcząc po polu a ziemianie zaczynają wariować. Naprawdę dawno tak się nie uśmiałam.

Przyznam nawet, że jednego z tych filmów nie mogłam zrozumieć. Historia chłopca imieniem Frankie opowiedziana za pomocą dublińskiego dialektu. Jednak i to nie przeszkadzało mi w odbiorze tego filmu. Język, miejsca i bohaterowie opowieści byli tak spójni, że najważniejsze było poczuć ten klimat. I poczułam pomimo tego, że jedyne słowa jakie udało mi się wychwycić z szybkiego monologu to te wyrazy na „F”. 

Tak więc okazuje się, że irlandzka kultura to nie tylko owce, muzyka i zamki. Młodzi twórcy sięgając do swoich korzeni tworzą nową sztukę i ma się ona całkiem dobrze. I to chyba nie jest tak, że w roscommon nic się nie dzieje. Bo przecież Irlandia ani nie zaczyna ani nawet nie kończy się na tym mieście. Wystarczy tylko czasem wychylić nosa i przejawić trochę chęci by poznać coś nowego.