Tuesday, 21 October 2014

Zmiany ach te zmiany!

W życiu każdego człowieka przychodzi taka chwila, w której uświadamia sobie, że jest gotowy na zmiany. I tak też się ostatnio stało w moim życiu. Zapragnęłam zmian! Tylko co tu można zmienić? Facet raczej odpada, po kilku latach bycia razem człowiek się przyzwyczaja więc nie ma sensu tego zmieniać( zawsze można trafić na coś gorszego ha ha). Mieszkanie zmieniałam już kilka razy więc nie byłoby to nic nowego. Samochodem ostatnio nie jeżdżę, więc czterech kółek też nie zmienię. Psa nie mam. I tak dalej i tak dalej. Gotowa na zmiany jakoś nie mogłam się na nic zdecydować. Wreszcie mnie olśniło! Skoro nie chcę nic zmieniać w moim otoczeniu to może pora się zastanowić nad tym co mogę zmienić w sobie?

 Postanowiłam rzucić palenie. I w taki oto sposób przeżyłam cztery najgorsze dni mojego życia.

 Początkowo nie było tak źle. Dużo jadłam, dużo spałam i tak zleciał pierwszy dzień. Drugiego dnia rano jeszcze jakoś funkcjonowałam ale z każdą kolejną godziną było coraz gorzej. Bolała mnie głowa, bolał mnie brzuch, bolało mnie to, że nie mogę zapalić. Najgorsze w tym wszystkim było to, że ja po prostu byłam smutna. I to smutna bez większego powodu. Przez cztery dni snułam się po domu niczym nocna zjawa. Nie chciało mi się czytać, pisać, oglądać, ani nawet układać ulubionego pasjansa. Popadłam w prawdziwą depresję. 

Ale smutki już odeszły. Dlaczego? Bo znów palę. To straszne ale nie potrafiłam tego dla siebie zrobić. Fizycznie i psychicznie czułam się fatalnie. Zdaję sobie sprawę, że podczas odstawienia nikotyny objawy które ja miałam nie są niczym nowym. Taki stan rzeczy utrzymuje się kilka tygodni i z każdym kolejnym miesiącem jest lepiej. Ja jednak przegrałam.

Ta moja przygoda uświadomiła mi jak mocno jestem uzależniona i jacy silni muszą być ludzie, którzy po wielu latach palenia kończą z nałogiem. A wracając do tych przeklętych zmian to trzeba mierzyć siły na zamiary. Zmiany nie zawsze są łatwe. Z im większej liczby przyzwyczajeń człowiek musi zrezygnować tym trudniej jest zaakceptować nową sytuację. A przecież miało być tak fajnie? Miałam się zdrowo odżywiać, lepiej czuć, włosy miały mi pachnieć i nawet miałam zacząć uprawiać jakiś mało skomplikowany sport. Może następnym razem.

Wszystkim co palą współczuję. I sobie oczywiście też. O tym jak silnie jesteśmy uzależnieni przekonujemy się dopiero przy próbach rzucania. Ale pamiętajcie: jesień to dobra pora na zmiany! Jeśli już nie takie ogromne to chociaż malutkie. Ja zmieniłam więc kolor włosów i obcięłam się na krótko. A co do palenia to obiecuję, że kiedyś na pewno się z nim uporam, ale powtarzam kiedyś…